Witam wszystkich serdecznie!
Kolejny tydzień dobiega końca. To już czwarty mojego wyzwania. Ostatniego dnia miesiąca zrobię podsumowanie całego wysiłku, który włożyłam w realizacje swoich marzeń. Żywię nadzieję, że będzie dobrze, ale jak zaglądam do zapisków, to nie wróżę dobrego zakończenia.
Do końca lipca mam zamiar ćwiczyć callanetics Dowiedziałam się o nim z bloga "Tips for Women". Po obejrzeniu filmików, wydaje mi się, że ćwiczenia są dość proste, ale pewnie okaże się, że wcale tak nie jest. Podobno jedna godzina tego treningu może zastąpić 20 godzin fitnessu. Trudne do uwierzenia, prawda? Szczerze mówiąc to przyrównanie przekonało mnie najbardziej do wypróbowania tego treningu. Lubię pracować nad sobą, ale szybkimi efektami nie pogardzę:D
Na pewno opiszę swoje wrażenia, ale teraz czas na relacje z udanego weekendu. Był to czas ze Step Up! Cała seria należy do najlepszych filmów tanecznych. Historie są bardzo podobne, za każdym razem jest konkurs, który pozytywni bohaterowie wygrywali. Wielka miłość głównych postaci, gdzieś w środku akcji wielkie kłótnie, zgrzyty, rozstania, a na zakończenie pozytywne "zaskoczenie". Mimo tego, że fabuła jest dość banalna, to z przyjemnością ogląda się te filmy. W nich nie chodzi o akcje, ale o sceny taneczne. Widać, że każdą z nich producenci dopracowywali, nawet w najdrobniejszych szczegółach. Aktorzy, tancerze wiele godzin spędzili na sali treningowej i to widać! Wszystko jest perfekcyjne, równe, fantastyczne.
Największe wrażenie zrobiła na mnie część 4. To była prawdziwa rewolucja. Do dziś pamiętam te emocje, które kłębiły się we mnie zaraz po wyjściu z kina. Wszystkie efekty specjalne w technice 3D, to coś niesamowitego! Do tego przystojni mężczyźni, zgrabne kobiety, świetna muzyka. Czego chcieć więcej? Moja ulubiona scena to ta w muzeum sztuki, kiedy to na oczach zwiedzających dzieła ożyły i dały fenomenalny pokaz i oczywiście finałowa!
https://www.youtube.com/watch?v=D3G36pM2NG0
https://www.youtube.com/watch?v=y1lK_yy4aw8
Niestety takich wrażeń nie dostarczyła mi część 5. Ubolewam nad tym, bo bardzo cieszyłam się z tego, że będę mogła zobaczyć ten film. Być może jest to wina tego, że za bardzo się nastawiałam,a może głównej bohaterki, która wszystko zepsuła? Nie wiem, ale jedno jest pewne, nie podobało mi się tak, jak na to liczyłam.
Jeżeli miałabym ustawić wszystkie części od najlepszej do najgorszej to wyglądałby to tak:
1. Step Up 4 Revolution - wcześniej już wymieniłam kilka argumentów, które utwierdzają mnie w tym, że to słuszny wybór
2. Step Up 3D- bardzo podniosła się w rankingu po ponownym obejrzeniu. Wcześniej miałam bardzo złe zdanie na jej temat, zupełnie mi się nie podobała, ale zmieniłam zdanie;
3. Step Up 1 Taniec Zmysłów - najstarsza, ale całkiem dobra część. Nie powala na kolana, ale podoba mi się w niej to, że jest nie tylko taniec nowoczesny, ale także balet. Bardzo lubię aktora, który odgrywa główną rolę, a to też się liczy:D
4. Step Up: All in - najnowsza, ale średnia. Briana Evigan, aktorka grająca główną postać ma bardzo irytujący głos, nieciekawą denerwującą twarz i figurę. Do tego ubierana była w okropne stroje. Nic dodać, nic ująć. Część ta jest tak nisko oceniona przeze mnie przede wszystkim ze względu na nią. Do tego muzyka była dość nudna.
5. Step Up 2 - najgorsza, jaką kiedykolwiek widziałam. Pewnie dlatego, że gra w niej ta sama aktorka co w 5, ale w tej części nie ma nic dobrego. Nawet taniec nie jest fajny.
Tyle z zabawy w recenzenta filmowego, czas wrócić do rzeczywistości.
Po kilku dniach nie za ciekawej diety, skupiającej się przede wszystkim na cukrze, produktach przetworzonych i na posiłkach w dużym rozmiarze potrzebowałam detoksu. Dziś jadłam jedynie owoce i nabiał. Chciałam nic nie jeść, ale po pierwsze nie wytrzymałabym całego dnia bez jedzenia, a po drugie to nie wolno przeprowadzać głodówek! Co prawda nie wiem, czy jednodniowa komukolwiek zaszkodziła, ale wole nie ryzykować.
Nie zgadniecie co dobrego przyrządziłam dziś na obiadokolacje!:D Przepysznego smoothie!! Zrobiłam go z jogurtu naturalnego, jabłka, kiwi i ... ogórka! Według mnie dość nietypowe zestawienie, bo zazwyczaj nie łączę ze sobą warzyw i owoców w jednym daniu. Okazało się, że delikatny i orzeźwiający smak ogórka świetnie dopełnia całości i nadaje się idealnie na upalny dzień. Brakowało mi jedynie świeżej mięty i rurki, z której wygodniej by się piło.
Bardzo dziękuję za uwagę,
pozdrawiam Kamila:*

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz